Testujemy: Baza pod cienie Art Deco
Mój największy przebój kosmetyczny. Trafiłam na nią zupełnym przypadkiem, ale „zaraziłam” tym kosmetykiem wszystkie koleżanki. Jeśli chcecie zaoszczędzić na cieniach, kupcie bazę Art Deco.
Gdybym miała szukać ideału wśród kosmetyków byłaby to właśnie ta baza. Ponieważ lubię się malować, cieni do powiek zawsze było mnóstwo w mojej kosmetyczce.
Jedne droższe, co w cale nie oznacza, że lepsze, inne tańsze.
Ze wszystkimi jednak zawsze był ten sam problem – po kilku godzinach miałam na powiekach jakieś resztki błękitu, albo straszliwą kreskę w załamaniu oka. Prawda jest taka, że po kilku godzinach od porannego makijażu zaczynałam straszyć na firmowych korytarzach.
Do czasu…
Bazę poleciła mi pani w perfumerii, chociaż tak naprawdę szukałam czegoś na suche powieki.
Nie byłam przekonana do tego kosmetyku, ponieważ przeraziła mnie wielkość opakowania. Za 5g tego „boskiego podkładu” miałam zapłacić, aż 35 złotych.
Jednak jako osoba podatna na wszelkie formy marketingu – kupiłam. Od tego czasu się nie rozstaję.
1. Baza wystarcza na ok. rok przy prawie codziennym malowaniu. Nakłada jej się naprawdę nie wiele.
2. Pięknie wygładza powiekę i przygotowuje do makijażu.
3. Cienie trzymają się na niej ok. 8-12 godzin - UWAGA- każde cienie! Te tańsze, te droższe. Nie musimy już wyszukiwać cieni o przedłużonej trwałości, zwykły cień pozostaje na powiece nie tracąc na intensywności.
4. Cienie się nie kruszą, nie rozmazują, nie zbrylają.
Ta baza to nie tylko komfort, ale i znaczna oszczędność pieniędzy.
Gorąco polecam!

Komentarze (6)