Uroda.com / Artykuły / Nowości kosmetyczne / Patent na kosmetyk - WYNIKI! Zestaw przeciwtrądzikowy Mary Kay!

Artykuły

Patent na kosmetyk - WYNIKI! Zestaw przeciwtrądzikowy Mary Kay!


Trądzik to zmora i przekleństwo naszych licealnych czasów, ale dla niektórych ten koszmar nie kończy się wraz z uzyskaniem pełnoletniości. Walczmy z nim kosmetykami, ale i śmiechem i żartem. W tym pytamy Was o zabawne sytuacje „z pryszczem w roli głównej”!

Żeby wygrać w naszym konkursie trzeba opisać zabawną sytuację – pryszcz na środku nosa podczas rozmowy o pracę? Pudrowanie Twojego faceta na 20 minut przed ślubem? Magiczna maseczka, po której nie dość, że wyglądałyście jeszcze gorzej, to na dodatek wszystko swędziało? Rozpraw się z pryszczami raz na zawsze! Opisz swoją historię i wygraj :

Oto zwycięzcy:
rumcajsik
mamadwojga
myeuphoria
domi

Gratulujemy!
1 z czterech zestawów Mary Kay w skład których wchodzą:
Serum Przeciwtrądzikowe
Przeciwtrądzikowy Spray do ciała
Przeciwtrądzikowy Żel Oczyszczający Mary Kay 
Punktowa emulsja przeciwtrądzikowa

O kosmetykach możecie przeczytać więcej tutaj.

Regulamin konkursu znajdziecie tutaj.

Jak zwykle na Wasze odpowiedzi czekamy przez tydzień!

Ocena: 50

Komentarze (32)

 
  • 2012-03-15 08:15:07
    anoli101
    gratulacje :)
    IP: 91.231.80.53
  • 2010-10-07 00:16:15
    Moja zabawna, ale jak dla mnie przede wszystkim irracjonalna sytuacja z pryszczem w tle miała miejsce wczoraj. I tylko dlatego mam o czym pisać. Tydzień temu, telefon. Kosmetyczka z informacją, że moja przyjaciółka podała jej mój numer i ona zaprasza na zabieg, w promocyjnej cenie itp. Ok, pomyślałam. Ania dała numer komórki "do wszystkiego", odebrałam przypadkiem, bo zwykle jej nie noszę. Kosmetyczka - brzmi nieźle, taniej - brzmi jeszcze lepiej. Idę. Jakoś mi umknęło, żeby zadzwonić i dopytać się co i jak Ani. Weszłam, a pani kosmetyczka mówi do mnie, z lekką niechęcią: "A pani nie ma problemów z cerą???" Hmmmmm... Niestety nie mam - wymruczałam lekko zaniepokojona i właściwie zaczęłam czuć się winna, że tak właśnie jest. Pani - wydaje mi się, że dlatego, że sterczałam już w jakimś grafiku - zdecydowała się rozpocząć zabieg. I tu druga niespodzianka. Przeprowadziła go dokładnie na połowie twarzy. Pół czoła, jeden policzek, jedno nosowe skrzydełko... A potem miałam porównać zrobioną połowę i niezrobioną i powiedzieć, że faktycznie zabieg ożywia, kamufluje co trzeba i niestety wysusza... Wróciłam do domu, pokazałam facetowi moją lepszą i gorszą połowę buzi, a potem zadzwoniłam do Ani, która radośnie mi powiedziała: "Oj, miałam ci powiedzieć, żebyś nie szła!!! To dla pryszczatych!" Wrrrrrrrrrr... Jakby ktoś się jeszcze chciał pytać po co gram o niepotrzebne mi kosmetyki, odpowiem: dla Ani! Coby jej głupoty kosmetyczkowe więcej po głowie nie chodziły.
    IP: 85.221.154.206
  • 2010-10-06 23:08:45
    Przedstawiam postaci pryszczowego komediodramatu: Ja we własnej osobie, siostrzenica, listonosz i w roli głównej – wielki, czerwony pryszcz na czole. Pewnego weekendu, siostra podrzuciła do mnie swoją córę pod opiekę. Nie ubolewałam nad tym zbytnio bo mała nie gustuje w śpiewach do dezodorantu ani przebierankach za lekarza, weterynarza czy gosposię. Alleluja! Dziecko uczęszcza do szkoły o profilu artystycznym więc całe dnie taplało się w farbach, kredkach i innych technicznych środkach, które wyrażały jej boski talent malarski! W sobotę marzyłam by odespać cały męczący tydzień, ale ok. godziny 10 obudził mnie dzwonek do drzwi i siostrzenica, która skakała po mnie uradowana i używając najwyższych decybeli, krzyczała:„Ciociu, słyszyszzzzzzzzzzzz, dzwonek dzwoni, dzwonek dzwoniiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii”. Pomyślałam, że powinna jednak zostać piosenkarką albo przekupką na targu bo wchodzi w takie tonacje, o których istnieniu, nie miałam pojęcia. Tiaaaa, ah, dzwonek! Szybko pobiegłam do drzwi, narzucając na siebie jedynie szlafrok. Otworzyłam w ostatniej chwili bo mój ulubiony listonosz (przystojny zresztą!) właśnie zbierał się do wyjścia i wypisywał awizo. Uffffff, zdążyłam, będzie paczuszka! Może przystojniak nie zauważy mojej zaspanej twarzy?! Przywitałam go uśmiechem z najwyższej półki, żeby jakoś zamaskować urodową niedyspozycję:) Odpowiedział dzień dobry, po czym wpatrując się we mnie chwilę, zareagował jakby lekkim szokiem i odpowiedział: „Pani Nino, jaki piękny z Pani kwiatuszek!” i zaśmiał się tym swoim hollywoodzkim smajlem. Pomyślałam, że z moim flirtem nie jest tak najgorzej, skoro zwykły uśmiech powoduje takie wyznania! Zadowolona zamknęłam drzwi, mała stała tuż za mną i dalej „suszyła zęby”:) Nie wiedziałam, o co dziecku chodzi. Nadmierny przypływ radości z rana? Nieważne. Idąc do pokoju, minęłam lustro, spojrzałam mimochodem, czy rzeczywiście rankiem wyglądam całkiem korzystnie nawet bez mejkapu.... i doznałam SZOKU!!! Na czole miałam czerwonego pryszcza, a wokół niego narysowane płatki kwiatów i łodygę, która prawie sięgała mojego nosa! Wszystko narysowane czarną kredką do oczu- przez małą artystkę! Nudziła się z rana, a że nie chciała mnie budzić, to postanowiła wyżyć się artystycznie na mojej twarzy. Jakby to kartek było jej mało!? W pierwszej chwili myślałam, że ją "uduszę" bo z jej skromną pomocą, wygłupiłam się przed przystojniakiem. Ostatecznie odpuściłam małemu Van Gogh`owi a słonecznikom zrobiłam zdjęcie by uwiecznić jej talent malarski :-) Może kiedyś będzie sławna?;-)
    IP: 89.161.3.170
  • 2010-10-06 17:37:57
    Oh, Mary! Gdybyś pomogła mi pozbyć się niedoskonałości z cery! Lubię lato ponieważ wtedy wychodzę na słońce, opalam się i pryszczy jakby mniej... Jednak rozmowę na uczelnie (było to rok temu) miałam we wrześniu i jakoś opalenizna mi zeszła. Na szczęście mam to to niezawodny sposób! Z racji tego, że moja cera jest jasna przyciemniam ją aby pryszczy nie było widać. Używam do tego niezawodnego samoopalacza. Najczęściej przed ważnymi spotkaniami nakładam go na wieczór a potem jeszcze raz na następny dzień. Zimą wystarczy na twarz ale zdarza się, ze i na inne części ciała. Tym razem chciałam błyszczeć cała :) Nowe miasto, nowa szkoła i nowi ludzie - chciałam pokazać się od najlepszej strony. I Zrobiłam jak zawsze, czyli dwie aplikacje samoopalacza. Niestety, na tą drugą miałam mało czasu. Nic strasznego mi się na twarzy nie pojawiło ale były jak zwykle stare blizny, stare syfki a resztę świeżaków szybko wycisnęłam, bo jak to z białymi kropkami się pokazać... Spóźniona nałożyłam szybko moje cudo na ważniejsze partię ciała aby nie tracić zbędnego czasu. Twarz, ramiona i dekolt to podstawa, choć od jakiegoś czasu robią mi się również nad biodrami aż pod pachy :/ Dopieściłam resztę fluidem, jakieś kolorki na oczy i ruszam! Wszystko szło świetnie: wyglądałam bardzo dziewczęco, wzięłam ze sobą potrzebne dokumenty, nie spóźniłam się i byłam na czas. Wchodzę do sali a tam miła młoda pani. Podaję jej rękę a tu... cała BRĄZOWA dłoń! A ona jakby nigdy nic "Proszę się nie martwić, sama używam czasem samoopalacza. Wolę to niż niszczenie skóry na słońcu, a przy okazji nie widać trądziku, który męczy mnie jeszcze w tym wieku!" To dodało mi tyle pewności siebie! Myślałam, że tylko ja korzystam z takiego sposobu. Przyznałam się, że robię identycznie i w tym samym celu. Nie wiem czy wspólne zmagania z trądzikiem czy też moja osoba ją zainteresowały, ale dostałam się na wymarzony kierunek! :D
    IP: 83.30.55.243
  • 2010-10-05 23:37:56
    Temat idealny dla mnie. Tym bardziej, że moja cera jest daleka od ideału. Sytuacje, które jednocześnie wyprowadzały mnie z równowagi, a z drugiej powodowały rechotanie żołądka, z powodu śmieszności i irracjonalności. To był czerwiec,słońce parzyło niemiłosiernie, dzień moich urodzin, przyjęcie zostało zorganizowane w rodzinnym ogrodzie.Wymuskałam się kompletnie, lekki,delikatny (jak mi się wydawało) puder,który przykrył moje niedoskonałości lekko zaróżowiona cera i dopieszczone błyszczykiem usta. Błyszczałam. Nagle, prawdziwa apokalipsa, ktoś (na pewno przez przypadek, bo na pewno nie było to zamierzone) włączył spryskiwacze. Niestety miałam to nieszczęscie być obok, wyglądałam gorzej niż zmokła kura, ciśnienie wody pryskało mi na twarz tak intensywnie, ze wszystko spłynęło, odkrywając nikłe walory mojej cery. Chciałam być wtedy jak strus, który móglby tak schować głowę głęboko w piasek. Musiałam się jednak uśmiechać, pomimo jawnych, ewidentnych niedoskonałości, ktore pod wpływem wody, wyszły na światło dzienne. Akurat jeszcze wtedy miałam ten kompletnie młodzieńczy czas, kiedy cera nie wie co to spokój. Burza hormonalna zrobiła swoje, moj nastroj doprawił resztę. Jednak udało mi się wymknąc po półgodzinie i wszystko poprawić, a pozniej przeżyłam najlepsze urodziny życia wraz z niezapomnianym teatralnym przedstawieniem, w ktorym ja,gralam główną rolę!
    IP: 79.191.117.38
  • 2010-10-05 21:59:24
    Podobno wszystko, co małe – jest wredne. Pryszcz – niby mały, a uparty i na pierwszy rzut oka jakby niezniszczalny... Niedawno ten wojownik postanowił zasiedlić obszary mojej twarzy, oczywiście – te najbardziej widoczne, czyli sam środek czoła. Tego dnia, gdy wczesnym rankiem, spostrzegłem ogromnego intruza, miałem też bardzo ważną rozmowę z nowym klientem. Zależało od niej, czy w tym miesiącu mój budżet zostanie solidnie zasilony czy uszczuplony. Musiałem więc wyglądać elegancko, schludnie i profesjonalnie. Elegancję załatwiłem garniturem, profesjonalizm – przygotowanym tekstem rozmowy, a schludny wygląd.... ekhm.... no właśnie, został nadszarpnięty przez intruza. Co robić, co robić?! Żony w domu nie ma, no to dzwonię... mówi, żeby posmarować pryszcza pastą do zębów, to szybko go wysuszy, zrobi się skorupka i odpadnie razem z intruzem. Ok, robi się, pasta do zębów nałożona. Na wszelki wypadek nie tylko na pryszcza, ale i na okoliczne obszary, tak zapobiegawczo by intruz nie rozmnożył się zanadto. Wiadomo, wredne to i zdolne do wszystkiego. W międzyczasie, gdy pryszcz wysycha, studiuję plan rozmowy, uczę się ważniejszych kwestii, próbuję gestykulacji, itp. Patrzę na zegarek, o kurka wodna, za chwilę będę spóźniony. Wrzucam więc materiały do teczki, wsiadam do samochodu. Jadę, jadę, jestem na miejscu. Wbiegam do kawiarni, klient już czeka. Kurczę, jestem spóźniony. Szybka, chłodna analiza, zaraz wymyślę jakąś wymówkę z przeprosinami. Dzień dobry, przedstawiam się, podaję rękę, już chcę wytłumaczyć, że stałem w korku, a facet od początku wgapiony we mnie jak w przysłowiowy obrazek i ten jego głupi, zawadiacki uśmieszek. Eeee, spodobałem się mu? Aha, to zmienia postać rzeczy, trzeba przyjąć inną strategię. Uśmiecham się promieniście uśmiechem nr 5 (z całym posiadanym uzębieniem) i siadam, mówię patrząc mu prosto w oczy hipnotyzującym wzorkiem: „- Najmocniej pana przepraszam za spóźnienie, ale....” Facet nie daje mi dokończyć i rzuca tekstem: „... ale grał Pan w PAINTBALL?!” – i wybucha gromkim śmiechem, podając ze stolika stalową tackę bym się w niej przejrzał. Zamurowało mnie, no tak, zapomniałem pozbyć się intruza i teraz wielka zielona plama po paście dumnie zdobi środek mojego czoła! Rzeczywiście wyglądałem jakby mnie ktoś postrzelił z Paintballa, bo ta plama do złudzenia przypomina ślad po postrzale kulką z farbą! :D Przyłączyłem się do śmiechowej gromadki (klient, kelner i para przy stoliku obok) i sam prawie ryczę ze śmiechu. W łazience zmyłem intruza, a dalsza rozmowa biznesowa przebiegała w bardzo luźnej i przyjaznej atmosferze. No cóż, finalnie zielony pryszcz – intruz okazał się doskonałym środkiem na rozładowanie napięcia i pozbycie się stresu! :D Chyba muszę opatentować tę metodę! :D
    IP: 85.202.50.156
  • 2010-10-05 16:41:39
    taleksander
    Miłość jest ślepa? Miłość ponad wszystko? Podobno tak jest, ale gdy wróciłam z randki, wcale tak nie uważałam, bo pryszcz popsuł wszystko. Szczęście tylko w tym, że to nie był mój pryszcz. Ale od początku. Umówiłam się na spotkanie z chłopakiem, który od dawna mi się podobał, więc tym bardziej cieszyłam się, gdy zaczepił mnie w szkole i zapytał czy nie poszłabym z nim na kawę. Ba, pewnie, że bym poszła. Wyszykowałam się prawie jak na bal i z drżącym sercem szłam na randkę. Ale cały zachwyt, motylki w brzuchu, kołatanie serca - wszystko prysnęło jak mydlana bańka, gdy na czole mojego ulubieńca zobaczyłam wielki, biały, ropny pryszcz, do tego nieudolnie przypudrowany, zakorektowany czy coś w tym stylu. I już nie umiałam patrzeć w jego oczy, na jego usta, bo wciąż mój wzrok przyciągała ta mega wielka krosta. Jakoś przetrwaliśmy spotkanie, ale już nigdy więcej się nie spotkaliśmy. Ja, nie mogłam myśleć o nim inaczej niż Pan Pryszcz, a on chyba zauważył, że jego czar przestał na mnie działać, bo zadzwonił tylko podziękować za spotkanie i obiecał, że jeszcze kiedyś się umówimy, ale nigdy nie wyszedł z konkretniejszą propozycją. Może znowu wyskoczyła mu jakaś paskuda :)
    IP: 77.46.50.6
do góry strony