Uroda.com / Artykuły / Twarz / W pogoni za przyjemnością

Artykuły

W pogoni za przyjemnością


W pogoni za przyjemnością

Prawie dwuletnia podróż po świecie, podróż z ograniczonym budżetem, dziesiątki tysięcy kilometrów przebytych najróżniejszymi środkami transportu, z których rzadkość stanowił samolot. Wraz z bratem i ekipą przyjaciół z czasów licealnych ruszyliśmy na podbój świata. Goniliśmy za miejscami najbardziej odległymi, spragnieni wrażeń i przygód, nierzadko doprowadzaliśmy nasze ciała na kraniec wytrzymałości. Brak snu, głód, choroby, zimno, deszcz - to wszystko stopniowo wyniszczało nasze organizmy. Dlatego też od czasu do czasu w każdym z odwiedzanych krajów staraliśmy się pozwolić sobie na odrobinę przyjemności. Niekiedy wątpliwej przyjemności…

Zaczęło się od sesji manicure w centrum handlowym, w mieście Chongqing, w środkowych Chinach. Na zabieg udało mi się namówić nawet moich kolegów, którzy z delikatnym przerażeniem zasiedli przy stolikach do manicure, mając przed sobą chińskie panie specjalistki niewiele mówiące po angielsku. Ten pierwszy raz jest zawsze najgorszy, później było już tylko lepiej. Nadmienię tylko, że manicure w Chinach kosztuje jakieś 5 pln.

Z niebywałą przyjemnością oddawaliśmy się masażowi chińskiemu w Chengdu ( płd-zach. Chiny). Salon masażu polecony paznokcie.jpgprzez guest house, w którym wówczas się zatrzymaliśmy mieścił się w mieszkaniu, w komunistycznym, chińskim bloku. Niełatwo było znaleźć to wyjątkowe miejsce. W środku zastaliśmy leciwe panie masażystki, niebywale uradowane naszym przybyciem. Wiedzieliśmy, że jest dobrze, ponieważ miejsce mało urodziwe, ale pękało w szwach od lokalnych mieszkańców. Nie mieliśmy wiele do powiedzenia, panie po prostu rozerwały nas. Ja oddałam się, a właściwie zostałam oddana i postawiona przed faktem dokonanym masażu stóp. Był to jakiś rodzaj akupresury z gorącymi ręcznikami i rozgrzewającym stopy, tłustym mazidłem, a chłopcy zostali zaproszeni do innego, „męskiego”  pomieszczenia. Jak się później okazało, mieli masowane plecy. Serwis chłopców był droższy bo kosztował jakieś 12pln, mój około 10 pln.

Kolejne doświadczenie spa i wellness na moim szlaku podróżniczym stanowił masaż, na który udałam się z koleżanką z Niemiec w Bangkoku, stolicy Tajlandii. Salon masażu mieścił się przy bardzo rozrywkowej Khao San Road, miejsca, które jest mekką tajskiego backpackingu. Ta wyjątkowa ulica, jest miejscem, które jedni omijają szerokim łukiem, a inni kochają. Ulica ta dostarcza ludziom najróżniejszych przyjemności dla ciała i ducha. Opływa w sklepach, straganach z ubraniami, wachlarzami, pamiątkami z całej Azji i najróżniejszymi dziwactwami, tonie w restauracjach i klubach nocnych gdzie pije się drinki z plastikowych wiaderek, ale nie brakuje tam też salonów masażu, salonów fryzjerskich,  gabinetów kosmetycznych oraz studiów tatuażu. Weszłyśmy do jednego z takich bardziej sensownie wyglądających miejsc, w którym panie już więcej mówiły po angielsku, niż te w Chinach. Przywitały nas radosnym, lekko leniwym okrzykiem „sabadihaaa”, oznaczającym „Witajcie”. Chciałyśmy oddać masaz.jpgsię tradycyjnemu masażowi  tajskiemu i tak też powiedziałyśmy uroczym paniom. No i cóż, był to zły wybór. Tradycyjny masaż tajski wykonywany jest na sucho, bez żadnego środka poślizgowego - o czym nie zostałyśmy uprzednio poinformowane. Dla naszej spieczonej słońcem, wysuszonej skóry była to istna katorga. Do tego tradycyjny masaż tajski to rodzaj gimnastyki ciała za pomocą maleńkiej pani Tajki. Pani Tajka wyginała, naciągała, wyłamywała, wygniatała wszystkie moje cztery kończyny, wykręcała wszystkie stawy począwszy od łokciowych i kolanowych skończywszy na stawach wszystkich dziesięciu palców paliczków. Mój kręgosłup został rozciągnięty na wszystkie możliwe strony. Wątpliwą przyjemność zabiegu przyjmowałam z zaciśniętymi zębami, natomiast zza ściany dobiegały mnie krzyki niemieckiej koleżanki. Pani masażystki najwyraźniej były przyzwyczajone do tego typu reakcji, nic sobie z tego nie robiąc. Service is service i należy go wykonać do końca. Cały zabieg trwał jakieś 45 minut, obejmował całe ciało i kosztował około 10pln. Śmieszne pieniądze, ale następnego dnia wcale nie było nam do śmiechu, obudziłyśmy się obolałe i w wielkiej niemocy, która trwała przez następne kilka dni. A ktoś kiedyś powiedział, że porządny masaż musi boleć.

Niezrażona tym doświadczeniem udałam się na wykonanie makijażu permanentnego w Bangkoku, kresek na powiekach i tatuaż brwi, poddałam się kąpieli błotnej w Wietnamie i kilku innym egzotycznym zabiegom. O tym wkrótce …

Ocena: 45

Komentarze (2)

 
  • 2012-03-15 16:11:15
    Ten artkuł wchłonęłam jakby jednym tchem..fajnie jest czytać o pani przeżyciach związanych z masażem i podróżach ;)Cieszę sie że tu jestem:)
    IP: 89.229.130.248
  • 2010-01-04 10:41:46
    hulk
    yeah! super artykul. zdecydowanie najlepszy ze wszystkich jakie czytalem na uroda.com, czekam na wiecej! ta Pani to przyszlosc tego portalu!
do góry strony