Postaw na brąz… z tubki
Kiedy słońce świeci na dworze, a temperatura przekracza 20 stopni, mamy ochotę, zgodnie z logiką i upodobaniami panów, pokazać trochę ciała, założyć krótką sukienkę, czy bluzkę z dużym dekoltem. Kobiety o ciemnej karnacji i te korzystające z solarium problemu z tym nie mają, jednak jest grono pań, które obdarzone są śnieżnobiałą skórą, a na dodatek omijają solaria szerokim łukiem. Jednakże moda na biel minęła wieki temu i co tu począć?
Zaczynamy "opalanie bez słońca"! Pierwszym krokiem jest dokładne oczyszczenie i złuszczenie skóry, co uzyskamy dzięki zbawiennemu peelingowi. Możemy kupić go w sklepie (np. Farmona Magic Spa - Peeling cukrowy do ciała) lub zrobić go samodzielnie. Przepis jest prosty: na zwilżoną skórę nanosimy mieszankę śmietany, średnio-zmielonej kawy oraz płatków owsianych. Masujemy nią skórę okrężnymi ruchami, a następnie spłukujemy. Po takim zabiegu skóra jest gotowa do dalszego "opalania".
Kolejnym etapem będzie zastosowanie kosmetyku brązującego. Możemy wybrać samoopalacz (np. Floslek Goldenskin i tu link do recenzji) lub balsam brązujący (Nivea, Dove, Lirene). Podczas używania takich kosmetyków istotne jest, by wmasowywać je równomiernie w całe ciało, a po naniesieniu ich na skórę należy pamiętać o umyciu rąk. Żadna z nas nie chce chyba nienaturalnie żółtych, wewnętrznych części dłoni. Jeśli będziemy chciały, żeby efekt opalenizny był trwały, koniecznie stosujmy bronzery co 2-3 dni. Dla wzmocnienia efektu nie zaszkodzi nam także częste picie soków z marchewki, które również delikatnie zabarwią naszą skórę.
Pora już na pokazanie się w naszym ulubionym skąpym ciuszku. Przed włożeniem go, nanieśmy na skórę odrobinę oliwki (Bambino, Cleanic, Johnson&Johnson), gdyż sprawi to, że skóra będzie wyglądać zdrowo, a jej tłusta konsystencja podkreśli opaleniznę.
Komentarze (2)