Moja walka z cellulitem
Wszystkie go mamy w mniejszym lub większym stopniu, a jak nie wszystkie to większość z nas. Jest naszą zmorą, a na imię mu „cellulit”. Nie jest chorobą, a spędzającym sen z powiek defektem kosmetycznym. Obecnie przypadłość ta dotyczy prawie 80% kobiet z krajów rozwiniętych.
Wyobraźcie sobie, że Azjatki i mężczyźni nie cierpią na cellulit. Mieszkanki tego kontynentu nie mają „skórki pomarańczowej”. Zostało to udowodnione i potwierdzone naukowo. Ich tkanka tłuszczowa jest bowiem inaczej zbudowana niż nasza. Podczas podróży po Azji zetknęłam się również z fenomenem nieznajomości chorób cywilizacyjnych, takich jak anoreksja czy bulimia. Obywatele krajów trzeciego świata nie wiedzą jak można mieć wstręt do jedzenia - dobra, które dla nich jest tak ciężkie do zdobycia i daje im siłę do życia. My natomiast ciągle musimy myśleć o tym, jak się pozbyć cellulitu.
To, że mam cellulit wiedziałam od zawsze, fakt, że zbliżam się do 30 i takie tam inne kobiece rozterki doprowadziły mnie do podjęcia decyzji o radykalnej walce z cellulitem. Stanęłam przed lustrem i stwierdziłam, że cellulit jest wszechobecny na moim ciele. „Wróg” jest dosłownie wszędzie, na dolnej partii brzucha, przedniej i tylno-bocznej części ud no i oczywiście na pośladkach. Oceniając jego zaawansowanie w skali od 1-5 daje mu mocne 3,5.
Plan walki z „wrogiem” obejmował trzy miesiące. Po pierwsze odstawiłam hormony, przestałam brać tabletki antykoncepcyjne. Zawierają one estrogeny, które inicjują reakcje metabolizmu tłuszczu, którego skutkiem są grudki i nierówności na udach i pośladkach.
Po drugie zaprzestałam picia kawy, która odwadnia nasz organizm, a tym samym przyczynia się do deformacji adipocytów, czyli komórek tłuszczowych . Poranną kawę zamieniłam na wieczorny „rytuał kawowy”, który polegał na wykonywaniu trzy razy w tygodniu peelingu kawowego na uda, brzuch, ramiona i pośladki. Peeling kawowy sporządziłam z fusów z parzonej kawy, oliwy z oliwek, cynamonu oraz soli morskiej. Wszystko w dowolnych proporcjach, z przewagą kawy oczywiście. Peeling rewelacyjnie wygładza skórę i delikatnie przyciemnia jej koloryt, a przede wszystkim daje efekt przekrwienia. Robi trochę bałaganu w łazience, ale uwierzcie mi … warto!
Po takim peelingu wmasowałam w ciało balsam wyszczuplający Eveline Slim Extreme 3D, który naprawdę działa i to piorunująco. Jak zaczęłam go stosować to musiałam się przykrywać kołdrą, bo balsam ma tak intensywny efekt chłodzący.
Po trzecie intensywny plan ćwiczeń trzy razy w tygodniu fitness, raz basen. Tylko nie tak żeby się poruszać byle jak, ale porządny, intensywny, godzinny wysiłek tlenowy (minimum 60 basenów). Przez ostatnie trzy tygodnie planu zamieniłam basen na tańce towarzyskie.
Po czwarte dużo, dużo wody, wypijałam nawet do 3 litrów wody dziennie, mojej ulubionej Muszynianki.
Po piąte zakupiłam tabletki Cellasene, nie były najtańsze, bo kuracja miesięczna to koszt 150pln. Brałam je tylko przez ostatni miesiąc. Wprowadziłam także do swojej diety znacznie więcej ryb, warzyw i owoców, zrezygnowałam praktycznie z białego pieczywa.
Pewnie zastanawiacie się jakie są efekty? Cellulit zniknął praktycznie w 100%. Co więcej dzięki zaprzestaniu picia kawy poprawiła się moja cera i zęby stały się bielsze. Obwód ud zmniejszył się o trzy centymetry, talia o pięć, a biodra zmalały o cztery centymetry. Nie tylko pozbyłam się cellulitu, ale także zeszczuplałam (4kg) i zdecydowanie lepiej się czuję. Czy było warto-oj tak! Pytanie tylko jak długo ten efekt się utrzyma. Na tyle przyzwyczaiłam się do fitnessu, że będę kontynuować ćwiczenia jak również mój „Kawowy Rytuał”. Myślę, że jeśli chcecie walczyć z cellulitem to zima jest doskonałą porą na podjęcie tego wyzwania. Mamy więcej wolnego czasu, dlaczego nie wykorzystać go na walkę z „wrogiem”? Na moim przykładzie widać, że naprawdę można pozbyć się cellulitu raz na zawsze.
Powodzenia!!!
Komentarze (16)