Uroda.com / Artykuły / Azjatycki „rytuał fryzjerski”

Artykuły

Azjatycki „rytuał fryzjerski”

2009-10-08


Azjatycki rytuał fryzjerski

Godzina 23:00, Chiny, Suzhou, miasto położone 85km na zachód od Szanghaju. Wracając z nocnego bazaru z egzotyczną żywnością, żywymi krabami, krewetkami, małżami, rakami i wszystkim innym co pływa, zaintrygował mnie mocno oświetlony o tej porze salon fryzjerski.

Joanna

Autor:

Joanna Zarzycka

Źródło: Uroda.com

Podeszłam do szyby, zaglądnęłam do środka, a tam, w salonie urządzonym w bardzo nowoczesnym stylu krzątał się tłum rozentuzjazmowanych stylistów fryzur. Mężczyźni, młodzi Chińczycy byli ubrani stylowo, awangardowo, inaczej niż nasi, europejscy panowie. Za strojem mistrzów swego fachu podążała fryzura, równie dopracowana jak ich ubranie oraz dodatki w postaci stosownej biżuterii i okularów. masaz.jpgWszystko stanowiło rewelacyjnie skomponowaną całość, będącą samą w sobie reklamą i wizytówką salonu. Jako biały przybysz w państwie środka zostałam od razu zauważona przez artystów azjatyckiego fryzjerstwa, którzy ochoczo zaprosili mnie bym weszła. Nie planowałam zmiany fryzury, zwłaszcza, że niedawno byłam u fryzjera w Polsce. Niepewnie weszłam do środka. Nie było dla mnie zaskoczeniem, że nikt z obsługi nie mówił po angielsku. Pokazano mi kartę z chińskimi znaczkami, które zupełnie nic mi nie mówiły. Młody człowiek będący jednym z pracowników wskazał na trzy serwisy w rożnych cenach. Nie miałam zielonego pojęcia, co każdy z nich oznaczał. Jak zawsze w takiej sytuacji posłużyłam się pantomimą, pokazałam „na sucho” mycie włosów oraz strzyżenie po czym usiadłam na fotelu. Wtedy zaczął się cały spektakl. 

Nałożono mi na suche włosy coś w rodzaju szamponu i długo masowano. Młody człowiek wykonywał na mojej głowie bardzo płynne i wprawne ruchy. Pomimo późnej pory masował moją głowę z wielką pasją i oddaniem. Szczypał, ugniatał, opłukiwał skórę mojej głowy, czochrał moje włosy, pocierał płatki uszu. Masował moje ramiona i kręgosłup. Pan obok mnie miał tzw. „full service” włącznie z czyszczeniem uszu. Cały masaż trwał 45 minut. shutterstock_16973164.jpgW międzyczasie na mojej głowie powstała ogromna piana i miałam umyte włosy na sucho. Później kolejny masaż na mokrych włosach, tym razem na odżywce. 

Kolejny etap zabiegu stanowiło strzyżenie, wykonywane już przez innego fryzjera. Stylista  wyginął się przy mnie, wił jak wąż, skakał jak małpa, podrzucał moje włosy sprawdzając ich skręt i puszystość, oglądał je z rożnej perspektywy zanim zabrał się do dzieła. Porozumiewaliśmy się przez translator w jego telefonie komórkowym. W ten sposób dałam mu wolną rękę i powiedziałam, żeby robił co uważa, równocześnie pokazując aby nie obcinał więcej niż 5 centymetrów włosów, które tak długo zapuszczałam. Udało mu się wyprowadzić grzywkę, którą własnoręcznie obcinałam. Perfekcyjnie podciął moje włosy, wycieniował i wymodelował z aptekarską precyzją.

Cały zabieg wybitnie mnie zrelaksował i odprężył. Na mojej głowie nie widać było znacznej zmiany, może dlatego, że sama na to nie pozwoliłam. Niemniej jednak wyszłam z salonu fryzur z poczuciem dopieszczenia i zadbania. Chiński „rytuał fryzjerski” trwał około półtorej godziny i dostarczył mojemu organizmowi wysokiej dawki endorfin. Mam nadzieję, że kiedyś w naszym kraju można będzie skorzystać z podobnego rodzaju usług.


Ocena: 30

Komentarze (4)

 

  • 2012-08-31 20:08:00
    zachęcający zabieg
    IP: 164.126.33.250
  • 2012-08-12 15:34:04
    chciałabym taki zabieg na swoich włosach
    IP: 93.105.44.126
  • 2012-08-12 14:27:52
    FNVROInWk
    TlCYWK ngxyxeonolyt
    IP: 134.106.33.41
  • 2010-02-08 16:24:42
    Melli
    ta Pani to ma życie :))) ja też tak chcę!!!
do góry strony